Natalia Kukulska – Halo Tu Ziemia: przedpremierowo

Natalia Kukulska – Halo Tu Ziemia: przedpremierowo

Natalia Kukulska wraca z nowym albumem – “Halo tu Ziemia”. Już w tej chwili odsłaniamy przedpremierowo kolejne utwory z najnowszej płyty artystki. Specjalnie dla użytkowników TIDALa, Natalia przygotowała komentarze do każdego z utworów.

“Halo tu Ziemia” to nowoczesne, odważne w brzmieniach kompozycje stworzone przez Natalię w kolektywie z Michałem Dąbrówką, Archie Shevsky’m i Marcinem Górnym. Ideą całej płyty był zapis żywych emocji i muzycznych pomysłów, będących efektem wspólnego grania podczas muzycznego wyjazdu całego zespołu w góry. Tam powstała większość piosenek. Dzięki temu album ma w sobie żywiołowość, rodzaj koncertowej energii, ale również nie ucieka esencja, czyli jakość kompozycji. “Halo tu Ziemia” to zbiór oryginalnych i nieszablonowych utworów, często wyrywających się z przewidywalnych form produkcyjnych. Czuć dojrzałą kreację i zabawę dźwiękiem, a zarazem wszystkie eksperymenty brzmieniowe są jedynie przyprawą do przekazu treści. W warstwie lirycznej bywa dowcipnie, nawet autoironicznie, ale nie brakuje powagi i refleksji. To wszystko można odkryć słuchając albumu. A jak wyglądał proces twórczy? Natalia zaprasza Was za kulisy powstawania poszczególnych piosenek. Książeczkę albumu wieńczą podziękowania, których fragment niech posłuży za wstęp opowieści o całej płycie:

HALO, TU NATALIA!

Już teraz wiem, że obojętnie, co się zdarzy, ten album jest w moim życiu przełomowy. Nie lubię wielkich słów i kategorycznych stwierdzeń, ale moment, w którym powstawała ta płyta, był wyjątkowy. Metafizyka. Co prawda czasem, nawet jak piszę te słowa, fizyka i proza życia biorą górę nad dochodzeniem do mety i duchowością, ale czy właśnie na tym nie polega prawdziwe życie? Ta płyta to poszukiwanie prawdy i ducha zarówno na płaszczyźnie muzycznej, jak i lirycznej. W wymiarze akustycznym i elektronicznym.
Posłuchajcie i przeczytajcie…

1. Intro


Muzyka uruchamia wyobraźnię. Są utwory, które od razu nasuwają obrazy. Tym z założenia miało być intro do płyty. Wprowadzeniem w nowy świat. Oderwaniem od ziemi. Zaproszeniem na nasz kosmiczny w brzmieniach statek. Spotkałam się na nim z muzykami, z którymi łączy mnie wyjątkowa więź. Gramy wspólnie koncerty i czuję, że stworzyliśmy niezwykle uzupełniający się i pełny kolektyw. Podobna wrażliwość i estetyka, a zarazem uzupełniające się osobowości. W takim kolektywie powstała większość piosenek podczas wspólnego wyjazdu w góry i ucieczki od prozy życia. Intro jest dziełem Michała, który zakochany jest w swoich analogowych zabawkach. Oscylatory, modulatory i LFO… mówi Wam to coś? Brzmi jak Ufo;-) Do tego chóry, które nagrał Archie, czyli dotyk ziemski. W taką rzeczywistość mam ochotę wejść. Zapraszam i Was.

2. Halo tu ziemia


Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach. W dużym skrócie o tym jest ta piosenka. Czy przypadkiem nie jesteśmy pionkiem w rękach najwyższego? Śpiewam: “Sporo humoru miał ten, kto wolność nam dał”. Czy umiemy korzystać z naszej wolności? Może to dla nas zbawienne, że nie wszystko jest w naszych rękach i nie mamy wpływu na wszystko? Ale kto za tym stoi? “ Halo tu ziemia, kto nade mną ma moc? Halo tu Ziemia, chyba bawi go to.” Czy nasza relacja jest tylko życzeniowa, czy umiemy nawiązać kontakt? Tyle wiemy o kosmosie, ale nie odpowiemy definitywnie na najważniejsze pytania. “Nowych połączeń brak”. Tam rozgrywa się coś, o czym nie mamy pojęcia, a u nas znajoma doczesność, nad którą próbujemy bezskutecznie jeszcze zapanować – “Tam niebo, tu ziemia”… Ciekawostką jest to, że ten utwór w warstwie muzycznej powstał jako pierwszy w naszym kolektywie. Tekst napisałam dużo później, a piosenka stała się tytułową dla albumu. Uwielbiam w niej brudne, żywe bębny, wyczynowy arpeggiator i pijanego Norda. Inspirujące!

 

3. Kobieta

Cytując fragment tekstu, kobieta “wyrywa się z ram”. Ten kawałek zdecydowanie to potwierdzanawet w warstwie muzycznej. Napisałam piosenkę o naszej, kobiecej naturze, ale oczywiście ze swojej perspektywy, z dużą dawką autoironii. Świat sporo od nas wymaga, my sporo bierzemy sobie na głowę. Zobrazowane jest to doskonale w moim teledysku, który wyreżyserował Adam Romanowski. “Szyja jak pal jest wbita na dno, a sięga do gwiazd panoramiczny wzrok”. Jesteśmy bohaterkami codzienności łącząc wiele funkcji i potrafimy zarazem być inspiracją i oderwaniem od niej. W teledysku zabawiliśmy się wizerunkiem, odnosząc się do wielu stereotypów. Wszystko jest kreacją. Od głowy (peruki z różnymi akcesoriami stworzyła Jaga Hupało) do stóp (stroje zaprojektowała Vasina) poprzez scenografię. Jest wiele miejsca na interpretacje i odniesienia. Kobieta w raju w stroju kosmicznym z kuchennymi gadżetami na głowie, kobieta w kosmosie, kobieta w antykwariacie z otwartą książką na głowie jakby to był irokez i kobieta w audytorium, cała na czerwono, z konstrukcją przypominającą żebro Adama. W przyszłym roku mija 100 lat odkąd mamy w Polsce prawa wyborcze. Kobieta i jej prawa to gorący temat. Trudno nas zamknąć do kilku suchych paragrafów. Ta piosenka to z jednej strony zabawa, a z drugiej – mój artystyczny głos w dyskusji. Tak jak kobieta, ta piosenka jest wielowarstwowa. Muzycznie bardzo charakterystyczna. Zamiast refrenu śpiewam wokalizy, bawię się patosem, żeby za chwilę wejść w dancehall’owe zwrotki. Nieprzypadkowo ta piosenka została wybrana na pierwszego singla – jako dość spektakularna - świetnie była odbierana na koncertach.

4. Hard to Find

Ten utwór mnie wzrusza, choć nie jest balladą. Ma w sobie taki rodzaj wzniosłości, która dotyka moich czułych strun. Tęsknoty, żalu i refleksji. Pamiętam jak tworzyliśmy tę piosenkę. Po dość długim jamowaniu i marnej perspektywie, że będzie coś z tych dźwięków i naszej wymiany…nagle olśnienie… strzał. Kocham akordy refrenu i ich porywające brzmienie. Pozwoliłam sobie śpiewać z oktawerem, czyli efektem, który dodaje do mojego głosu oktawę, w tym przypadku tę wyższą. Brzmi to dość kosmicznie. Taki alien. W melodii podoba mi się połączenie kantyleny i dość rytmicznego śpiewania. Ta piosenka ma kontrasty i ciekawe w mojej ocenie kontrapunkty. Pamiętam jak nas porywała w trakcie tworzenia. Mówiąc kolokwialnie – jaraliśmy się nią bardzo i jako pierwsza została zmiksowana przez Archie’go, co nie jest bez znaczenia. Miks był kreatywny i nadał utworowi nowe życie ale wszystkie ślady, które są użyte, są zagrane na tzw. setkę. Dlatego czuć koncertową energię. Tak jak we wszystkich utworach, które powstały podczas wypadu twórczego w góry. Tekst dostał przyspieszenia…tzn. powstawał dość pilnie, bo planowaliśmy zagrać z zespołem kilka nowych utworów podczas specjalnego koncertu Silent Electro w ramach festiwalu “Otwarta Ząbkowska” w Warszawie. Część napisałam ja, a część mój znajomy muzyk i autor Paweł Rosak, który tworzy głownie po angielsku. Piosenka zawiera niektóre myśli i słowa, które intuicyjnie i naturalnie zaśpiewałam podczas wymyślania melodii.

5. Let’s Get Down

Co tu dużo pisać. Ten kawałek to istna zajawka. Powstał spontanicznie i sam się układał. Oparty na dość prostym rifie, energetyczny tak, że nas rozsadzało, gdy go tworzyliśmy. Energetycznie, nie znaczy, że wesoło. Czuć tu mroczne zakamarki, czeluści, do których zagląda ta mniej pokorna i bardziej szalona część naszej natury. Jeśli jesteście gotowi, by odpiąć pasy bezpieczeństwa (“ready to remove the safety strap”) i dać się nam porwać, zrozumiecie o co chodzi. Najbrudniejsza i najostrzejsza odsłona płyty. Ciekawe i inne jest tu brzmienie chórów. Nasuwa wschodnie skojarzenia. Ten numer ma mocną artylerię, więc na koncertach raczej będzie skutecznie robił to, co powinien…

6. Marching Band


Mój band nie jest normalny. Uwielbiam to. Nie mogliby równiej grać? Mogliby ale nie oto, nie o to… przynajmniej w tym numerze. To chyba najbardziej pozytywny i kumpelski kawałek. Bębny i bas zagrany na Moogu brzmią tłusto i bardzo to lubię! Do tego piano zagrane przez ring modulator nie stroi tradycyjnie i ładnie. Ta maszyna idzie po złoto, toczy się i buja, choć jest połamana i kulawa. Tak jak niedoskonała może być partnerska relacja, ale tworzy pomimo tego idealną mieszankę i całość - “blended marching band“. Ten charyzmatyczny męski wokal, który mi wtóruje to Archie Shevski. Muzyk totalnie wszechstronny i śpiewający takie falsety, że wyżej tylko delfiny potrafią. Dołączcie się do nas.

7. Pod włos

Ten utwór powstał w moim domowym studio, w naszym małżeńskim duecie. Przebył ciekawą drogę przepoczwarzania się. Wszystko zaczęło się od zajawki groove’owej Michała w metrum nieparzystym na 5/4. Gdy zaczęłam wymyślać i śpiewać melodię, to okazało się, że czuję to na 4. Co najśmieszniejsze, bardzo to wszystko pasowało i melodia sprawdzała się w kontekście liczenia zarówno na 5 jak i na 4. Wiem, że wchodzę w meandry stricte muzyczne, ale zapewne dla naszych kolegów może to być zabawna ciekawostka. Zapytaliśmy o zdanie pozostałych muzyków z zespołu i zdania były podzielone. Archie podjął próbę “wyprostowania” tej piosenki i zaczęliśmy ją przerabiać na balladę na 4. Jednak po pewnym czasie brakowało nam tej polirytmii i Michał wręcz się uprał, by została w oryginalnej wersji. Zmobilizowało go to bardzo do rozwinięcia swojej myśli i skupił się na aranżu i kolejnych partiach instrumentalnych. Tym samym “Pod włos” to w pełni autorska produkcja Michała. Prawdopodobnie zagwozdka polirytmiczna sprowokowała mnie do tematyki tekstu, który opowiada o przewrotnych myślach. Z każdym podejściem coraz bardziej rozkochiwałam się w tej piosence i sprawdziłam to również na znajomych. Tak właśnie działa “Pod włos” – za każdym odsłuchaniem można odkryć coś nowego. Uwielbiam podejście do refrenu, a najbardziej kręci mnie bas, zagrany na Moogu przez Michała. Całość dopełnił świetny miks Archiego Shevski’ego, który znakomicie odczytał nasze intencje.

8. Lunatyk

Przyznać się czy się nie przyznać? Przyznać, przecież to normalne i często się zdarza, że na płycie pojawiają się piosenki, które z jakichś powodów nie weszły na poprzednią. Ta byłaby jednym z mocniejszych utworów na poprzedniej płycie, gdyby nie zwrotki i rodzaj zawieszenia twórczego, z którego nie mogliśmy wyjść. Nie mogłam znaleźć pomysłu na zwrotkę i postanowiliśmy schować ten utwór do tzw. szuflady. Gdy po czasie pojawili się w naszym studio koledzy z zespołu, wzięliśmy go na warsztat. Oddać muszę tu zasługi Archiemu, którego zaprowadziło w dość vintage’owe rewiry i stały się one przełomowe w myśleniu o tym kawałku. Zaprosiłam do studia również znakomitego basistę, mojego przyjaciela – Wojtka Pilichowskiego, który zagrał partię basu. Pilich słynie m.in. z ekwilibrysteczej gry i techniki. Tutaj grzecznie zagrał kostką, ale za to dość brudny, wręcz punkowy bas.
O czym jest “Lunatyk”? W skrócie o tym by się nie bać oderwać od ziemi, która i bez nas potrafi się kręcić. O zapomnieniu, o wolności…

9. To za mało

Ten utwór wyróżnia się na płycie. Można powiedzieć, że jest najbardziej na serio. Ma w sobie wzniosłość, ale jest tajemniczy. Boję się i nie lubię używać w piosenkach patosu, zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej. Kojarzy mi się z bohaterskimi pieśniami w estetyce festiwalowej, która jest mi od dawna daleka. Jednak kontekst brzmieniowy tego utworu i harmonia, która powstała sprowokowała mnie do szczególnej ekspresji, pełnej dramatyzmu. “To za mało” przywołuje mi wspomnienia miejsca, w którym nagrywaliśmy. “Dom w górach” w Międzybrodziu w otoczeniu malowniczego krajobrazu, gdzie człowiek ma wrażenie bycia bliżej stwórcy. Może to skojarzenie wpłynęło na tekst. Jest to swoisty dialog z Bogiem. Nienazwanym. Dialog jednostronny, ponieważ stawiam pytania. Moja relacja z Bogiem jest dla mnie czymś osobistym, przechodzi różne etapy, chwile zwątpienia, ale samo poszukiwanie kontaktu i odpowiedzi jest moim sygnałem i chęcią relacji, na której mi zależy. Buntuje się przeciwko wielu powierzchownym działaniom w tych relacjach, nie lubię iść ślepo za tłumem… Odbieramy Boga przez pryzmat własnej optyki i to jest normalne, ale czy przypadkiem nie stawiamy stwórcy w pozycji próżnego króla, który oczekuje od nas takiego festiwalu atrakcji? Rozmieniamy go na drobne, myśląc, że ciągle mu mało. “To za mało” w warstwie muzycznej ma wyjątkowy klimat. Przyznam, że moment pojawienia się żywych bębnów po pauzie zawsze wywołuje u mnie dreszcze.

10. Ostatnia prosta

Mało brakowało by nie było tej piosenki. Stworzona została jako ostatnia. Umówieni byliśmy z muzykami na jeszcze jedno twórcze spotkanie w moim domowym studio, ale, jak to bywa w życiu, zawsze coś nam psuło plany. Ostatecznie zaczęły nas gonić terminy, a my musieliśmy zamykać album. Poszliśmy na całość, mając ostatnie trzy dni. Uda się albo nie. Archie, jako młody tata w wirze wielu zobowiązań zawodowych, znalazł w tym gorącym czasie wieczór by zmierzyć się z tematem. Mobilizacja zadziałała pozytywnie. W ciągu trzech godzin dopisywała nam wena i powstała piosenka w pełnej formie. Następnego dnia trwały prace w podgrupach. Michał w naszym studio pracował nad poszczególnymi śladami syntezatorów i bębnów elektronicznych, ja pisałam słowa, bo następnego dnia musiałam już nagrywać wokal. W ostatniej fazie pracy poprosiłam o wsparcie Marikę, której teksty bardzo lubię. Pomogła mi i w ciągu nocy przysłała pomysły, które wykorzystałam w drugiej zwrotce i w trzeciej części piosenki, bo uciekający czas zaczął mnie paraliżować. Gdy wszystkie ślady trafiły do Archie’go, on dograł bas, chóry i kilka synthów. Nie wiem czy to dlatego, że ten kawałek powstał jako ostatni, ale jest on jednym z moich ulubionych na płycie. Przewrotnie ma energię koncertową i choć elektroniczny, ma rockowo-bigbitowy sznyt. W treści ma wydźwięk proekologiczny. Na naszej planecie kończą się zasoby potrzebne do życia. Mało myślimy o kolejnych pokoleniach, działając ze szkodą dla natury. To początek końca i moment, kiedy warto spoglądać w kosmos.

11. Rekonstrukcja

Gdy myślę o tym kawałku, uśmiecham się. Miałam wielką przyjemność w pisaniu tego tekstu. Nie pytajcie mnie o inspiracje. Chodzą po ulicach i jest ich coraz więcej… Wyprasowane twarze. Ale te inspiracje to tylko pretekst, by przyjrzeć się pewnej tendencji do walki z czasem. Walki tylko w sferze powierzchowności. Wraz z tą obserwacją i dowcipem pojawia się myśl, która może służyć za puentę całego albumu. “Podnieść na duchu muszę ducha, co Bogu ducha winien uduchowiony duch, bo wciąż na ducha jest posucha, niech z duchem czasu wygra uśpiony w głębi duch”. Śmieję się, że wykorzystałam tu chyba wszystkie związki frazeologiczne z duchem w roli głównej. Ta piosenka powstała w naszym małżeńskim duecie. Brzmieniowo przenosi do starych pozytywek, trochę pijanych, ale przez to kosmicznych. Jest w tym coś mechanicznego i transowego.

12. Back in the Days

Na płycie CD jest to ukryty ślad. To wersja anglojęzyczna “Kobiety”, o której pisałam już wcześniej. Dodam tylko, że słowa napisała Karolina Kozak i było to ponad rok temu, gdy nie planowałam jeszcze wersji polskiej. Opowiada o odnalezieniu swojej tożsamości, odwadze, podejmowaniu ryzyka i działaniu na własnych zasadach. Można powiedzieć, że jest manifestem mojego stanu ducha.

[fbcomments num="5" width="100%" count="off" countmsg="kommentarer" url="http://read.tidal.com/article/natalia-kukulska-halo-tu-ziemia-przedpremierowo"]